Siemanko. Ja stosowałam coś na kształt teorii Michaela Thomasa. To jest spoko, kiedy chcesz się nauczyć podstaw bardzo szybko. U mnie pomogło, ale mam ten język taki łamany (uczyłam się hiszpańskiego).
Całość polega na tym, żeby stale mówić, wałkować różne słówka, przedstawiać je w różnych sytuacjach. Nie ma tam pisania, czytania, prac domowych. Taka trochę na pierwszy rzut oka prymitywna metoda. Boję się, że z czasem mogłyby pojawić się problemy z gramatyką, mogłoby to zająć zbyt wiele czasu.
Teoria jest ogólnie taka, żeby uczyć się jak to robią dzieci.